Moralność- z Bogiem 

 

Kiedy słyszymy słowo "moralność", często czujemy się przygnieceni; słowo to niesie ze sobą pewien ciężar; coś, co człowieka dusi i krępuje. Wydaje mi się, że podobne wrażenie odnosi prawie każdy, kiedy mowa o moralności. Dlaczego?...

 

Powodów jest kilka. Pierwszy, to grzeszna natura człowieka, która nie chce mieć z moralnością nic do czynienia. "Świnia" drzemiąca w człowieku pragnie się przed moralnością skryć. Zwłaszcza, jeśli dana osoba z zapałem tuczy tą swoją "świnię" i nie chce, by jego postępki ujrzały światło dzienne. Drugim powodem jest hipokryzja, która kryje się często za słowem "moralność", czy raczej sposobie, w którym się go używa. Jeśli więc człowiek słyszy słowo "moralność" i się kurczy, może przypomina sobie dawne czasy, kiedy był niesprawiedliwie karany przez opiekuna- hipokrytę, który wymagał szacunku dla siebie mimo swego zepsutego charakteru- i mówił przy tym, że rodzina jest najważniejsza. Często właśnie takie ogólne, przyjęte przez wszystkich wartości, jak np. rodzina, stają się parawanem dla różnego rodzaju anomalii. "Czcij ojca swego i matkę swoją"- mówią dobrzy rodzice. "Czcij ojca swego i matkę swoją"- mówią też źli rodzice. Z zewnątrz obie rodziny: dobra i zła, mogą wyglądać jednakowo dobrze. Kto je rozróżni?... Jedynie dziecko- kozioł ofiarny, może wskazać różnicę na podstawie własnych przykrych doświadczeń. I najczęściej nikt mu nie wierzy, bo przecież rodzina jest najważniejsza i trzeba dobrze o niej mówić... Koło się zamyka. A źli ludzie także się rozmnażają!... Człowiek, który dorasta w rodzinie dysfunkcyjnej, może się wzdragać, słysząc słowo "moralność", bo widzi, jak niedobrzy i zakłamani są ludzie, którzy mówią mu o moralności...

 

I tu jest właśnie sedno tego, o czym chcę dzisiaj napisać. Moralność z Bogiem i bez. "Moralność" taka, jak w przykładzie wyżej, jest "moralnością" bez Boga. To zbiór jakichś zasad, które stosuje się najczęściej niekonsekwentnie; które się nagina do swoich potrzeb i które wykorzystuje się do sterowania innymi; manipulacji. To zbiór zasad, które się głosi, ale których się nie stosuje. To przenośny podest, na który włazi się przed ludźmi; to kostium, który się zakłada. Niestety, tego rodzaju "moralność" jest spotykana na świecie najczęściej. Jest także coś, co nazywa się "legalizm". Jest to sztywne przestrzeganie określonych zasad. To słowo także ma w sobie coś sztywnego i nieprzyjemnego; posmak przymusu. Jest tak dlatego, że legalizm nie uznaje odstępstw od reguły; nie patrzy na powody określonych decyzji; zachowania etc. Przenieśmy się myślami do wieku XIX. i zobaczmy małą dziewczynkę idącą na lekcje. Nie ma na sobie białego kołnierzyka! I pani nauczycielka, zobaczywszy, że dziecko nie ma tego kołnierzyka, wyrzuca dziewczynkę za drzwi. Krzyczy przy tym na małą; może nawet ją bije. Nie zapyta się, dlaczego nie ma kołnierzyka- ważne, że go nie ma- a do klasy trzeba przyjść ubranym w określony sposób i basta! Nie interesuje jej, że kołnierzyk został zjedzony przez psa dziewczynki etc. To jest właśnie legalizm- i taka właśnie pseudomoralność jest również bardzo często spotykana. To "moralność" bez Boga; bez serca. "Moralność" wykorzystywana przez złych ludzi, by stwarzać pozory i wykorzystywać swoją pozycję, role społeczne; stereotypy...

 

Jezus powiedział, że świat jest podobny do pola, na którym zasiano pszenicę. W nocy do tego pola zakradł się nieprzyjaciel (diabeł) i dosiał na nim kąkolu. Kąkol jest to trujący chwast, który szkodzi pszenicy... Kąkol i pszenica rosną razem aż do czasu skoszenia pola. Jezus powiedział, żeby nie wyrywać chwastów, bo można by razem z nimi wyrwać pszenicę. Co to znaczy?... "Kąkol"- czyli hipokryta; człowiek kochający kłamstwo, udaje "pszenicę"- i nazywa pszenicę kąkolem... "Kąkol" żeruje na pszenicy i stara się sprawić wrażenie, że sam nią jest. Gdyby uznać, na podstawie oskarżeń "kąkolu", pszenicę za chwast, można by zaszkodzić wartościowej roślinie. W świecie dzieje się tak często-  ludzie dają się nabrać na opowieści "kąkolu" i winna w ich oczach jest osoba, która nie ma nic na sumieniu. Inna sprawa: ludzie często nie chcą poznać prawdy i słuchają plotek/tego, co im wygodne słyszeć.

 

Co do moralności: jeśli znamy Boga, mamy serce i pewne rzeczy z tego serca wypływają. Moralność nie byłaby niczym gorset, który nie daje odetchnąć, gdyby ludzie znali Boga. Nie byłaby też czymś sztywnym, rygorystycznym; nie byłaby nierozerwalnie związana z frazesem, który się głosi, ale o którym się zapomina w zaciszu własnego domostwa; albo czymś, co się wykrzywia dla własnej korzyści. Bo ważne są INTENCJE. Nie robię czegoś, bo tak wypada, albo dlatego, żeby by sprawić dobre wrażenie; ale robię to, bo uważam, że jest to coś dobrego- i dlatego mi się to podoba. 

 

 

 

 

 

 

 

i bez

Napisz do mnie 

lovespeech@protonmail.com