Skąd brać spokój?

 

Możesz iść na spacer. Zjeść kawałek sernika. Obejrzeć odcinek serialu. Pójść na spotkanie z przyjaciółmi. Te i podobne rady znajdziesz w czasopismach. Urocze rady- każdy stosuje coś w tym stylu, by się odstresować. Jednak bywa, że sernik nie smakuje, przyjaciele denerwują a serial nudzi itp. Pojawia się trudna do przezwyciężenia irytacja i czujesz, że to nie to. Że to nie jest żadna "przyjemność". Tak bywa- a czas na odprężenie się skończył i trzeba wracać do wyznaczonych zadań. A nie ma siły... Stres nie zniknął- przyjemność nas oszukała.

 

Jak znaleźć spokój?...

 

W naszym języku istnieje bardzo fortunne sformułowanie, mianowicie "święty spokój". Sugeruje ono, że ów spokój jest cenną zdobyczą, wręcz sacrum. Tak właśnie jest z prawdziwym spokojem, który pochodzi od Boga. Ale czym on jest? To nie cmentarna cisza i bezruch- bo z tym może się kojarzyć ludziom, którzy go nie doświadczyli. Spokój, który daje świat- kiedy możesz powiedzieć: "zdobyłem to a tamto", "wreszcie się udało", "kupiłem dom, zasadziłem drzewo" etc.- nie daje prawdziwego ukojenia. Spokój, który daje świat, trwa najwyżej chwilę i pozwala usunąć z serca wzburzenie; ucisza na chwilę "wzburzone morze" pragnień. Ale za chwile znów coś jest nie tak- znów świat czegoś od nas żąda i idziemy za czymś. A ten spokój, który dostajemy wraz z kolejnym osiągnięciem, jest równie krótkotrwały i złudny jak chwila przyjemności. Nie nasyca. 

 

 

A święty spokój?

 

 

...czujesz go, gdy swoim sercu zamiast normalnie tam występującej pustki lub szalejących pragnień. Ten spokój jest niemal dotykalny. Czujesz, jak Duch Święty wypełnia twoje serce i daje ci go. Głęboki odpoczynek. Nie jest to odcięcie się od świata i wylegiwanie się na kanapie. Nie- to spokój, który zdobywasz dzięki wytrwałości i modlitwie. Połączonej z wyrzucaniem z głowy zbędnych myśli. Chodzi o skoncentrowaniu się na minimum- na tym, co niezbędne. Podstawowe. I zdrowe. Odmawiasz sobie wszystkiego, co nie jest niezbędne, podstawowe- i zdrowe. Modlisz się w myślach. Prostota. Zrobić, to co trzeba zrobić- i skoncentrować się na tym. Zając umysł tym- a jeśli zajęcie pozwala, to modlić się w myślach w trakcie jego wykonywania. Odrzucać zbędne myśli. Nie rozpraszać się. Jeśli człowiek zacznie to praktykować- a bywa to trudne, ponieważ umysł chce myśleć o różnych rzeczach- chce krytykować, bawić się żartami czy podsuwać nieprzyzwoite obrazy- znowu: każdy ma inaczej, jeśli chodzi o pokusy- ale jeśli wytrwamy wystarczająco długo, zyskamy ów trwały, sycący spokój- który jest niedostępny dla ludzi żyjących bez Boga lub traktujących swoją relację z nim powierzchownie. Ale po co tak wydziwiać? Nie chcesz "wydziwiać"- zadowól się płytkim spokojem, który oferuje świat, a który wobec bożego spokoju ma się jak sadzawka do morza. Napisane jest: 

 

"A od czasu Jana Chrzciciela aż dotąd królestwo niebieskie doznaje gwałtu i ludzie gwałtowni zdobywają je". Mt 11:12

 

W innym miejscu ewangelii napisano, że Królestwo Boże jest w nas. Innymi słowy: to obecność Boga- poprzez Ducha Świętego- w sercu człowieka. Wydzieramy sobie kawałek nieba poprzez wysiłek woli. Bóg widzi, że naprawdę nam zależy i ofiaruje nam swojego Ducha Świętego. 

 

"Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie»." Mt 11:28-30

 

Nie udaje się... Starasz się za mało! Czym jest to jarzmo? To wzięcie krzyża, odwrócenie się od siebie- uspokojenie siłą szalejącego w człowieku wielogłosu myśli i pragnień. Jeśli naprawdę zaczniemy to robić i przyłożymy się do tego, Bóg nam pomoże i ofiaruje nam Ducha Świętego- który da nam ów spokój- "ukojenie duszy". WTEDY, po wygranej walce, jarzmo stanie się słodkie a brzemię lekkie. Nie jesteśmy niewinni, nie jesteśmy dobrzy- ale jeśli odwracamy się od siebie, odzyskujemy niewinność- i wraz z nią słodycz, lekkość i spokój, który przewyższa wszelkie zrozumienie. Ale ten skrawek nieba trzeba sobie samemu zapewnić. Wyrwać go siłą. Później- jeśli tego chcemy, możemy nauczyć się w tym stanie trwać- a to zaleca nam nasz Bóg. Jeśli w nim nie trwamy, wszystko powraca do smutnej normy i znów spokój jest pustką i pozornym ukojeniem. Ale możemy znów próbować przypuścić szturm na Królestwo Niebieskie i wziąć dla siebie siłą kawałek nieba. 

 

UWAGA

 

Wielu ludzi wierzących jest obeznanych z Biblią i wie, że powinna trwać w Bogu, napełniać się Duchem Świętym etc. Nie wie jednak, co to znaczy- nie doświadczyła też bożego spokoju. Spokój dla tych osób to po prostu brak jakichś wstrząsających zdarzeń, życie bez ekstrawagancji- jednostajny tryb życia. Boży spokój nie jest jednak czymś takim: nie jest nudą, brakiem, pustynią czy jakimś mnisim masochizmem działającym na zasadzie: odmawiam sobie wszystkich przyjemności i wierzę, że czuję spokój. Nie: jeśli czujesz pustkę, to znaczy, że czujesz pustkę. Nie wmawiaj sobie niczego. Boży spokój wykracza poza tę pustkę: jest źródłem, które bije na pustyni. Zastępuje ci z nawiązką rzeczy, których się wyrzekasz. Jest ożywczy i mocny. Jest jak woda dla spragnionego. Czujesz ją. Jeśli czujesz pustkę, znaczy to, że należy szukać Boga poprzez modlitwę i prosić go, by dał ci Ducha Świętego- by spuścił deszcz na twoją pustynię. 

 

"Bo trysną zdroje wód na pustyni i strumienie na stepie; spieczona ziemia zmieni się w pojezierze, spragniony kraj w krynice wód; badyle w kryjówkach, gdzie legały szakale - na trzcinę z sitowiem. 

 

Będzie tam droga czysta, którą nazwą Drogą Świętą. Nie przejdzie nią nieczysty, <gdy odbywa podróż>, i głupi nie będą się tam wałęsać. Nie będzie tam lwa, ni zwierz najdzikszy nie wstąpi na nią ani się tam znajdzie, ale tamtędy pójdą wyzwoleni. 


Odkupieni przez Pana powrócą, przybędą na Syjon z radosnym śpiewem, ze szczęściem wiecznym na twarzach: osiągną radość i szczęście, ustąpi smutek i wzdychanie." Iz. 35:6-10

 

 

 

 

 

Napisz do mnie 

lovespeech@protonmail.com