Przyjaźń ze światem

 

Jezus Chrystus zwyciężył świat. Dlaczego i co to znaczy? Świat jest zły:

 

„…cały (…) świat leży w mocy Złego.” 1 Jana 1:19

 

Rzeczy, które są na świecie stanowią rodzaj pułapki, ponieważ cała mechanika świata napędzana jest przez grzech. Należą do świata pożądliwość oczu i pycha życia. Pożądliwość oczu to to, czego pragnie nasz wzrok, czyli piękne rzeczy i piękni mieszkańcy świata. Pycha życia z kolei dotyczy społecznego prestiżu- to duma ze stania twardo na gruncie rzeczywistości. Gdy mamy osiągnięcia i wysoki status materialny, to sprawia, że możemy kupować rzeczy, na które niewielu stać i możemy sycić nimi nasze oczy. Wbiliśmy się w dumę, ponieważ mamy więcej i jesteśmy „kimś“. Światowy „ktoś“ ma i może więcej niż inni.

 

Popatrzmy teraz krótko na to, kim jest tzw. „światowiec“. Światowiec potrafi zręcznie lawirować. Obdarzony zmysłem dyplomatycznym wywikła się z każdej intrygi, choć zanurzy przy tym ręce w każdej „mętnej wodzie“, jeśli będzie to służyło jego interesom. Światowiec zna różne rejestry języka i umie się dostosować. Jest obyty i postępuje wedle reguł, co w praktyce znaczy, że zna i akceptuje różne rodzaje brudu. „Bo tak to już jest“, „taki jest świat”, „trzeba umieć się obrócić“. I tak światowiec każdego dnia idzie na kompromis z grzechem. Najważniejszą dla niego sprawą jest bowiem urządzić się tutaj wygodnie i poprzez swoją zaradność dbać o coraz lepsze jutro dla siebie.

 

„Przyjaźń ze światem jest nieprzyjaźnią z Bogiem” Jk 4:4

 

Życie światowca jest bez reszty zanurzone w tym, co tymczasowe. Koncentruje się na tym, co użyteczne a także na tym, co sprawia przyjemność. Obraca się w wielu kręgach ludzkich, w których panują rozmaite zwyczaje i gdzie przeważnie to, co zbyt osobiste i nieuładzone przez ogólnie przyjęte normy zachowania, uważa się za wynaturzenie. Wszelkie przejawy oryginalności i autentyczności są dziedziną, na której żeruje drapieżna plotka lub/i która staje się powodem odrzucenia. Światowiec próbuje zachować samego siebie i dlatego lawiruje zręcznie- z czasem jednak staje się płaski i odgórnie narzucone normy, które uznał za własne, pozbawiają go w końcu wyjątkowości. Został wchłonięty. Do tego prowadzi przyjaźń ze światem.

 

Przyjaźnią ze światem jest także bezkrytyczne służenie grupom/organizacjom: wtedy organizacja staje się rodzajem bożka. Ludzie bronią jej- nieważne, co się w niej dzieje. Jeśli członkowie "ich" grupy wspierają po cichu przestępczość  zorganizowaną- etc.,  członkowie organizacji najczęściej milczą o tym- bo to jest "ich" organizacja, której honoru bronią.  A czym jest bronienie honoru? To bronienie społecznego wizerunku danej osoby lub grupy. A wizerunek ten jest najczęściej zbudowany na kłamstwach. 

 

Tu dochodzimy do ciekawego zagadnienia- dlaczego ludzie tak źle, często agresywnie przyjmują krytykę. Dzieje się tak z kilku powodów. Pierwszy: odbierają krytykę jako atak na ich osobę, coś, co ich całkowicie przekreśla i unicestwia, ponieważ pragną bronić swoich kłamstw: "umalowanej twarzy"- nieprawdziwego wizerunku, który pokazują innym.  Wiedzą, że krytyka obnaża ich słabości i wady, które próbują ukryć za fasadą kłamstwa. Drugi powód: osobista fasada kłamstwa jest bardzo potrzebna, żeby wyżyć we wrogim świecie. Kiedy ktoś krytykuje, staje się wrogiem, ponieważ próbuje zedrzeć z człowieka jego maskę; pozbawić go czegoś, co daje korzyść. Łatwiej powiedzieć "jestem dobry", niż naprawdę nim być etc. Z resztą Jezus mówił, że tylko Bóg jest dobry!- Jeśli więc my samych siebie ogłaszamy dobrymi i sprawiedliwymi, przy tym ..... (wstaw dowolne) to co jest w naszym sercu? Kłamstwo. Dlatego Bóg przeciwstawia się pysznym, czyli ludziom, którzy sami siebie wywyższają. Pycha jest takim złudnym rodzajem mówienia sobie: "odwagi, odwagi"; opieraniem się na tym, co nie daje prawdziwego bezpieczeństwa; stąpaniem po niepewnym gruncie. Dlatego człowiek krytykowany często reaguje agresją; mówi: "jak śmiesz mnie krytykować!"; "nie oceniaj".  Pragnie zachować dla siebie własne kłamstwo, żeby lepiej mu się żyło w świecie, który ceni kłamstwo.  Powód trzeci: często krytyka rzeczywiście jest rodzajem niszczącego pocisku; prędzej "szpilą" niż rodzajem leczniczej akupunktury.  Człowiek, przyzwyczajony o tego, że krytyka jest wypowiedzeniem wojny, tak właśnie ją traktuje. Czuje się źle i myśli, że przyznawszy się do błędu, stanie się ofiarą i to, co robił, będzie mu bezustannie wypominane. Że stanie się obiektem różnego rodzaju niesprawiedliwych ataków; że ludzie zrobią z niego znacznie większego winowajcę niż był naprawdę etc. I tu znowu ciekawa rzecz. Napisane jest, że każdy, kto będzie pragnął żyć pobożnie w  Jezusie Chrystusie, będzie znosił prześladowania. Innymi słowy: pokuta, czyli szczere przyznanie się do winy przed samym sobą i Bogiem i chęć zmian, ściągnie na ciebie spore problemy. STANIESZ SIĘ OFIARĄ, bo ludzie to rzeczywiście przeważnie drapieżniki, szukające kogoś, na kim można by się wyżyć. Kogo można by OSKARŻYĆ o coś, samemu mając mnóstwo grzechów na sumieniu- oskarżyć i poczuć się lepiej. Przejście na stronę Chrystusa zmienia wilka w owcę: owcę, która w dalszym ciągu znajduje się pośród wilków. Przeczuwając to, ludzie często bronią się, jak mogą najlepiej, nawet przed najmniejszą krytyką ze strony otoczenia. "Krytykujesz mnie, czyli nie jesteś po mojej stronie"- brzmi ich dewiza- i pragną, by wspierać ich we wszystkim, cokolwiek robią.  A krytyka bywa czymś zdrowym i życzliwym.

 

Dlaczego mieszkańcy pewnej wioski pragnęli zrzucić Chrystusa ze skały? Dlaczego Paweł, najbardziej aktywny spośród apostołów, miał tyle problemów? Bo ludzie  nie chcieli zmian; pragnęli mieć spokój i dalej pić/kraść/nienawidzić/napadać na sąsiada etc., zachowując przy tym dobre mniemanie o sobie. A żeby usprawiedliwić swoją własną agresję i zło, ludzie tacy obwiniają innych- nie po to, by im pomóc, ale po to, by niszczyć. Dla mieszkańców wioski, w której chciano zrzucić ze skały Chrystusa, Chrystus był złoczyńcą. Jak wiemy, Chrystus nie miał na sumieniu żadnego grzechu. Później skazano go na śmierć: Chrystus  dalszym ciągu nie grzeszył. Ludzie mimo wszystko schwytali go i zabili. Dlaczego? Nie chcieli przyjąć światła, ponieważ ich uczynki były złe. Jezus ukazywał im, że są źli: nie mogli tego znieść, pragnąc takimi pozostać- i zaczęli atakować go, posługując się kłamstwem; nieprawdziwymi oskarżeniami- jedyną bronią, którą mieli w arsenale.

 

Faryzeusze z kolei nie mogli rzucić się na Jezusa otwarcie. Problem tkwił w tym, że faryzeusze jedynie pozornie byli bożymi ludźmi: wydawali się takimi, ponieważ mówili o Bogu i byli ludźmi szanowanymi, stojącymi na gruncie tradycji. Faryzeusze reprezentowali to, co ceni tradycjonalista: ludzkie nauki; społeczny prestiż i szacunek; samozadowolenie- czyli innymi słowy to, co składa się na tzw. pychę życia. A pycha życia jest jedną z przeszkód, która nie pozwala na poznanie Boga.  

 

"Nie miłujcie świata ani tego, co jest na świecie! Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca. Wszystko bowiem, co jest na świecie, a więc: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia nie pochodzi od Ojca, lecz od świata."  1 P 2:15-17 

 

"Daj mi spokój"- mówi tadycjonalista- "już jestem dobry i sprawiedliwy, ponieważ mam swoją tradycję; jestem szanowany, bo robię wszystko to, co od wieków robili moi przodkowie: a jeśli te wszystkie rzeczy były tyle wieków powtarzane, muszą być właściwe". Jest to klasyczny przykład pokładania ufności w ludziach i świecie, nie Bogu.  Przyjaźni ze światem. Tradycjonalista nie szuka prawdy, ponieważ ją we własnym mniemaniu znalazł. Ale tak naprawdę nie zależy mu na prawdzie: zależy mu na akceptacji, poczuciu przynależności i bezpieczeństwa. Oraz na dobrym samopoczuciu wynikłym z utwierdzenia się w swoim "ja": "każde pokolenie, które robiło wcześniej to, co robię teraz ja, dodaje mi poczucia pewności i podwyższa samoocenę"- mówi tradycjonalista. 

 

Jezus kładł nacisk na wolną wolę człowieka. Nie przymuszał nikogo do niczego; nie starał się przekonywać na siłę ani tym bardziej nie stosował przemocy. Bóg w Starym Testamencie mówił do proroka, by ten szedł i mówił do ludzi jego słowa, "a oni niech słuchają lub nie". WOLNA WOLA. 

 

A jednak mimo wszystko Jezusa uznano za złoczyńcę i zabito. Wystarczyło to, że mówił prawdę. Był niewygodny. Część ludzi prześladowała go otwarcie; faryzeusze robili to skrycie.  Nie powiedzieli mu: "masz rację; przestaniemy przekręcać słowa Pisma, kochać władzę i pieniądze". Nie zrobili tak, bo bardziej zależało im na korzyściach, które daje świat. Gdyby porzucili wystawne życie, władzę i intrygi i zaczęli mówić ludziom o tym, że muszą się zmienić- ilu by posłuchało? Bardzo wielu nie tylko by nie posłuchało, a zaczęło by prześladować: rozpadłaby się cała organizacja. Prześladowcami byliby właśnie ci, którzy kochają swoje brudy i chcą jednocześnie, by nazywać ich sprawiedliwymi. Najgorsi kryminaliści- mordercy, handlarze ludźmi etc. są bardzo dumni. Ta duma nie pozwala im zrezygnować ze zła- by dalej robić swoje, potrzebują bardzo silnego kłamstwa jako podpory. A podporę kłamstwa należy usunąć: i to właśnie jest pokuta- coś, co ratuje człowieka: nieważne, kim by w przeszłości nie był.  

 

 

 

 

 

Napisz do mnie 

lovespeech@protonmail.com

Nowa seria: